o tym, jak ze schodami nie było „schodów”

Mam Wam tyle do napisania, że nawet nie wiem, od czego zacząć!  Końcówka sierpnia i wrzesień trwały łącznie chyba kilka dni… Wydarzyło się w tym czasie tyle, że opowiadać moglibyśmy spokojnie następne pół roku. H. poszła do przedszkola. Nie lubi tam chodzić 🙂 ale lubi tam być, tak przynajmniej wynika z feedbacku. Urodziłam drugie dziecko – tym razem bez czynnego udziału Taty G. 😉 Projekt Mama to moja marka, pod którą będę szerzyć szeroko zakrojoną edukację kobiet w temacie fizjoterapii uroginekologicznej. Na razie raczkuje, powoli rozkręca się FP na facebooku, więc zapraszam wszystkich którzy jeszcze do tej pory nie polubili – do śledzenia. Systematycznie będę przekazywać Wam wiedzę na temat zdrowia kobiet, jego profilaktyki i terapii.

A teraz  o Gadziczankach: Czytaj dalej o tym, jak ze schodami nie było „schodów”

o (g)lazurze i o tym, czy lubię niezapowiedzianych gości.

Cześć! Dzisiejszego posta sama nie mogłam się doczekać, a okazuje się, że stworzy się spontanicznie przy akompaniamencie spokojnego oddechu usypiającej Hanuszki (kto ma dziecko ten wie, że żaden najcudniejszy nawet głosik mówiący „kocham Cię Mamuniu” nie brzmi tak pięknie, jak usypiające dziecko po ciężkim dniu rozpoczętym o 5.30 #bezdrzemki bo #drzemkajestdlalamusów. Czytaj dalej o (g)lazurze i o tym, czy lubię niezapowiedzianych gości.