O tym, jak do Gadziczanek wjechały poręcze i balkony

Za ciosem! 🙂 H śpi, niestety nie sama z siebie – od rana walczy z katarem, kaszlem i temperaturą. Do tej pory jedyne antybiotyki jakie dostawała to te w szpitalu, dlatego nasza apteczka nie posiadała nawet syropu przeciwgorączkowego. Dzisiaj się w niego zaopatrzyliśmy, do akcji wkroczył też sok z czarnego bzu- mam nadzieję, że sen i duża dawka witamin postawi ją na nogi. Pogoda nie nastraja na spacery, więc kwitniemy w domu (a może raczej gnijemy?), zapewniając sobie rozrywkę w postaci gier, klocków i bajek na yt (kto jest bez winy niech pierwszy odłączy Internet:P ) . A ja nadrabiam blogowe zalegości, a raczej totalne braki 😉 Po schodach naturalną koleją rzeczy pojawi się tutaj poręcz. Czytaj dalej O tym, jak do Gadziczanek wjechały poręcze i balkony

o tym, jak ze schodami nie było „schodów”

Mam Wam tyle do napisania, że nawet nie wiem, od czego zacząć!  Końcówka sierpnia i wrzesień trwały łącznie chyba kilka dni… Wydarzyło się w tym czasie tyle, że opowiadać moglibyśmy spokojnie następne pół roku. H. poszła do przedszkola. Nie lubi tam chodzić 🙂 ale lubi tam być, tak przynajmniej wynika z feedbacku. Urodziłam drugie dziecko – tym razem bez czynnego udziału Taty G. 😉 Projekt Mama to moja marka, pod którą będę szerzyć szeroko zakrojoną edukację kobiet w temacie fizjoterapii uroginekologicznej. Na razie raczkuje, powoli rozkręca się FP na facebooku, więc zapraszam wszystkich którzy jeszcze do tej pory nie polubili – do śledzenia. Systematycznie będę przekazywać Wam wiedzę na temat zdrowia kobiet, jego profilaktyki i terapii.

A teraz  o Gadziczankach: Czytaj dalej o tym, jak ze schodami nie było „schodów”

o tym, że najlepsze imprezy toczą się zawsze w kuchni

Od tak dawna marzyłam o pierwszym poście wnętrzarskim z prawdziwego zdarzenia! (oczywiście na miarę moich umiejętności wnętrzarskich, pisarskich i fotograficznych – level:beginner). W końcu nadszedł moment spełniania marzeń. Kuchnia jest gotowa. To znaczy- wiecie – nie tak gotowa, że na relingach wiszą w aluminiowych doniczkach zioła, a przez szyby witrynek można dostrzec białe kubeczki, czekające na gorącą kawę,nie że w szufladach stoi zastawa stołowa. Nie, że włączam światło i jest światło (nawet w lodówce;P ), nie, że w piekarniku piecze się indyk Czytaj dalej o tym, że najlepsze imprezy toczą się zawsze w kuchni

o (g)lazurze i o tym, czy lubię niezapowiedzianych gości.

Cześć! Dzisiejszego posta sama nie mogłam się doczekać, a okazuje się, że stworzy się spontanicznie przy akompaniamencie spokojnego oddechu usypiającej Hanuszki (kto ma dziecko ten wie, że żaden najcudniejszy nawet głosik mówiący „kocham Cię Mamuniu” nie brzmi tak pięknie, jak usypiające dziecko po ciężkim dniu rozpoczętym o 5.30 #bezdrzemki bo #drzemkajestdlalamusów. Czytaj dalej o (g)lazurze i o tym, czy lubię niezapowiedzianych gości.

new year old me!

W nowym roku wracam i rozpoczynam nowe hasztagowanie: #liftingugadziczanek  . Jako, że najcięższe prace już za nami pozwalam sobie na stwierdzenie, że wykończeniówka to tylko lifting . Zapewne za rok popukam się w czoło czytając ten wpis (albo go usunę w akcie desperacji i skrajnej furii), ale najtrudniejsza batalia – o papier, który przyjmie wszystko, o pieczątkę, o czas, o mapę, o inną mapę, o jednak tamtą pierwszą mapę – zakończyła się naszym zwycięstwem, Czytaj dalej new year old me!

zmieniamy tag! :)

Ewidentnie jesień. Bo brunatnie jak na filmach z lat osiemdziesiątych. Bo wiatr wieje tak przenikliwie, że gdy już ostatecznie muszę, to marzę ,żeby wyjść z domu w kocu. bleh.

W Motyczu schną wylewki i w końcu zaczęły tynki na dole. G obiecał, że projekt wykończenia zostawia mi. Póki co kłamał 🙂 Czytaj dalej zmieniamy tag! 🙂